Travel blog 2022
Travel blog 2022 Jordan

Al-KarakPustynny poranek i zamki krzyżackie

Ustawiłem sobie budzik na 40min przed wschodem słońca. Zanim się ubrałem zaczynało się już rozjaśniać. Wychodząc z obozu prawie wszedłem na "pasące" się tam wielbłądy. Przestraszyły mnie. Dojście do Czerwonej Wydmy zajęło mi może 10-15min. Byłem nieco zaskoczony, że na wydmie nie było nikogo, a to przecież jeden z bardziej obleganych punktów widokowych. Słońce niby wzeszło, ale prawie go nie widać. Piach. Widzę, że gdzieś tam w oddali ludzie wyszli na wschód słońca i siedzą sobie na środku pustynii: Nie spieszę się. Wracam powoli do naszej wioski, gdzie wszyscy razem idziemy zjeść śniadanie. Później idziemy jeszcze na krótki spacer, pooglądać wielbłądy i na niską pobliską górkę, będącą rumowiskiem materiału skalnego z rosnącej nad naszym obozem skalnej potęgi. Mała górka po prawej w oddali to właśnie Czerwona Wydma z której oglądałem wschód słońca: W oddali widać Wadi Rum Village, gdzie niebawem nas odwożą i przesiadamy się do naszego samochodu. W butach ciągle pełno czerwonego piachu. Następny punkt programu to zamek krzyżacki w Shoubak, około 2h jazdy. Gdy tylko wyjeżdżamy na bardziej otwartą przestrzeń widzimy ogromną żółtą ścianę mgły. To piach unoszony przez bardzo silny wiatr. Kilkanaście kilometrów dalej mamy tumany piachu przelewające się przez drogę i widoczność jak podczas lekkiej mgły, tylko żółtej. Słońca nie widać już w ogóle, wydaje się, że mamy nad sobą ciemne chmury. Gdy wjeżdżamy na wyżyny sytuacja nieco się poprawia. Zamek Shoubak nie rzuca na kolana. Potwornie wieje i jest ponad 35C. Największe kawałki ledwo się trzymają: Widoki dookoła malowane tym samym kolorem, żółtym: Elena jest zdrowa, ale wygląda na to, że zdążyła zarazić Monikę. Pan z kasy pozwala podjechać samochodem na górę, więc reszta zostaje, a mnie po drodze atakują owce: Chwilę później psuje mi się lustrzanka. Nie działa automatyczny autofocus, to już się zdarzało, ale wystarczyło zdjęć obiektyw i założyć go ponownie. Tym razem nie mogę go nawet zdjęć, gdy w końcu się udaje to nie chce się wpiąć na miejsce. Chyba coś popsułem, świetnie. Jedziemy dalej, trasą królewską. Miały być świetne widoki przy rezerwacie Dana, ale widać tylko żółty piach. Nie narzekamy, bo i tak przez przyspieszenie pustyni zyskaliśmy jeden dzień i cieszymy się, że zwiedzaliśmy Wadi Rum przy lepszej pogodzie. Ten dzień i tak jest przeznaczony na odpoczynek, a nocleg w Al-Karak jest bardziej z przyczyn logistycznych by nie jechać zbyt długo jednego dnia. Po drodze przejeżdżamy jeszcze przez głęboki kanion, tam wieje jeszcze bardziej a temperatura dobija do 40C. W końcu dojeżdżamy, 1h przed czasem, bo nie było co zwiedzać. W Al-Karak mamy apartament, bo nie ma tu nawet średnich hoteli. Apartament ma 150m2 i taras, ale nie mamy ochoty wychodzić na zewnątrz. Robię tylko zakupy i biorę jedzenie na wynos z knajpy Haven Burger piętro niżej. Nasz apartament zajmuje prawie całe pierwsze piętro: Czuję piasek we włosach, pomimo że nie mam włosów.

Travel blog 2022
Travel blog 2022 Mexico

TulumTulum - instagreality

Sadly it started raining at night and didn't stoped til morning. We finished breakfast and with heartache left for Tulum. The plan was to sunbathe until noon, but weather forecast gave no hope and the same forecasts indicated a clear sky at Tulum. Podróż to 2,5h, po drodze mam pierwszą kontrolę policji. Nikt się do niczego nei przyczepia, pokazuję dokumenty i jadziemy dalej. Do końca podróży nie mamy już śniadań w hotelach, robimy więc w Tulum zakupy (pierwsza okazja na duży tani sklep od Meridy), a później udajemy się z ciekawością do Zona Hotelara gdzie znajdują się najdroższe na Jukatanie hotele. Mijamy ogromne ilości turystów większość bardzo wystrojona, wielu na stylowych rowerkach. Droga jest dziurawa i zakorkowana, dookoła pył, wszystko brudne. Tulum to tutejsza stolica Instagrama. Są całę strony poświecone temu jak zrobić zdjęcia w najważniejszych instagramowych spotach. W tych dawmowych wystarczy odstać w kolejce, ale w innych np barach, trzeba wydać np. min 100-150usd by nie płacić za wstęp. Strach pomyśleć ile ten wstęp kosztuje ;) Ten dziki pęd za zdjęciem do instagrama niestety widać. Widać też chęć dopasowania stylu do tych zdjęć które ludzie oglądają przed wyjazdem. Efekt jest dziwny - jakby inne światy. Dobrą ilustracją były mijane dwie wystrojone panie na quadzie jadące nim 20km/h środkiem szerokiej drogi na której nikt inny nie jechał wolniej niż 60km/h. Uczciwie muszę jednak przyznać, że niektóre z hoteli w Tulum to prawie dzieła sztuki. Są drogie, ale gdybym mógł przetestować np azulik.com chętnie bym to zrobił ;) Nie miałbym ochoty już z tego hotelu wychodzić. Droga wzdłuż Zona Hotelara kończy się bramą do rezerwatu Siam Ka'an. Trzeba zapłacić za wstęp (40zł dla nas wszystkich) i wpisać się na listę. Rezerwat jest na liście Unesco, ale by cokolwiek zobaczyć trzeba wykupić wycieczkę łodzią. Już wcześniej uznaliśmy, że wybieramy w zamian Rio Celestun. Droga pozostawia wiele do życzenia. Jechałem już tutaj wieloma nieutwardzonymi drogami, ale ta wymaga najwyższej uwagi. Dziury są głębokie i wypełnione wodą. Kilka kilometrów jedziemy przez pół godziny Zatrzymujemy się przy pierwszej możliwe okazji: campingu El último Maya. Widok jest fajny, ale ludzi brak, do tego mocno wieje Robimy spacer, a później w lokalnej restauracji zamawiamy sok, za który płacimy 35zł (za szklankę !). Uciekamy tę samą drogą starając się nie urwać koła. Tulum ma bogatszą ofertę noclegową. Poza drogimi i rzeczywiście fajnymi, choć drogimi hotelami przy plażach mają sporo atrakcyjnych apartamentów. W Tulum powstała cała dzielnica apartamentowców i nie jest to najlepszy projekt, bo brakuje tam sklepów, usług, czegokolwiek. Może dlatego relacja jakości do ceny jest niezła. Zatrzymujemy się z Watal Tulum Hotel, nowej tańszej kontynuacji znanego aparthotelu Copal. Do wieczora już nie chce nam się nigdzie wychodzić: Taras wyszedł nieostro

Travel blog 2020
Travel blog 2020 Oman and UAE

QantabOman

Poranek sprawny. Nie mamy śniadania w pakiecie, ale mamy zapas zakupów. Wyjeżdżamy z parkingu punktualnie o 8:30, ale Andrzeja nie ma... Robimy kilka kółek dookoła hotelu i idzie :) Miał zator na recepcji swojego hotelu. Sprawnie wyjeżdżamy z miasta i jedziemy w kierunku Hatta. Czytałem wcześniej, że prowadzenie samochodu tutaj jest wyzwaniem, ale jest fajnie. Praktycznie każdy jedzie szybciej niż jest to dozwolone, ale nie ma szaleństwa i jest wysoka kultura. Nikt nie rozjeżdża pieszych. To przykład na to, że wysokie mandaty działają. Pod warunkiem, że są wystawiane, a tutaj są i do tego to samo przewinienie drugi raz kosztuje więcej.
Droga do przejścia granicznego prowadzi przez góry, gdzie na drodze jest sporo remontów, daje nam to opóźnienie około 30min. Na granicy formalności po stronie UAE nie zajmują sporo czasu, jedynie kolejka na kilka samochodów. Jednak po stronie Omanu musimy wysiąść kupić ubezpieczenie dla samochodu i wszystko razem pokazać w okienku. Ubezpieczenie jest dostępne na 5 lub 10dni, Budget pisał o 7 lub 30. Są spore kolejki i formalnie do Omanu udaje nam się wjechać z opóźnieniem około ponad 1h względem planu. Dalej do Muscatu odległość jest spora, ale autostrada przynajmniej 3x3 z niewielkim ruchem. Co mniej niż 1km są radary, pewnie część to tylko obudowa, ale nie wiadomo, która część.
Po większym ruchu na drodze widać, że jesteśmy już prawie w Muskacie. Z autostrady niewiele widać, ale miasto jest zupełnie inne niż Dubaj. Sułtan Kabus uważał, że wysokie budynki tutaj nie pasują i ich nie ma. Widać jednak bardzo dużo inwestycji w budowie. Tu widać nawet fotoradar:

Przyjeżdżamy w okresie żałoby po sułtanie. Na forach turystów charterowych też żałoba, bo hotele ograniczyły imprezy. Z tego powodu miałem większe obawy, niż ze strony napięć USA-Iran. Jednak Oman poradził sobie sprawnie z wyborem następcy (została nim osoba wyznaczona przez Kabusa, choć formalnie nie musiało tak się stać). Sułtan Kabus przejął władzę w Omanie siłą od swojego ojca, który nieco zbłądził. Zrobił z Omanu cywilizowany kraj, pomimo, że nie jest on bogaty w ropę jak sąsiednie Emiraty lub Katar, czy Bahrajn. Przez dekady rozbudował infrastrukturę, wprowadził powszechną edukację. Udało mi się ustawić Oman w pozycji kraju, który negocjuje i prowadzi mediacje, a unika konfrontacji. To natura Ibadytyzmu, pacyfistycznego odłamu islamu, który dominuje w Omanie a poza nim jest jeszcze chyba tylko na Zanzibarze (dawny sułtanat Omanu). Według wiki także w Libii, Tunezji i Algerii. Podobno Oman ma nawet otwarte stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Dobre relacje i z USA, i z Iranem. Czytałem o epizodzie wykupu amerykańskich szpiegów skazanych w Iranie, mogli dzięki temu wyjechać, .. ale tylko do Omanu. Wjeżdżając do Muskatu widać, że to cywilizowany kraj.
Na dziś w planie mamy tylko Matrah, przez lata główny port Omanu. To osobne miasto, ale mniejsze, wciśnięte pomiędzy naturalną zatokę i góry. Bardziej klimatyczne niż Muscat.

Jest już po 15:00 więc późno. Ciemno zaczyna się robić przed 17:00. Jestem nieco zszokowany, bo tutaj zielone przystrzyżone trawniki, zadbane chodniki, generalnie bardzo ładnie. Bardzo mocno wieje (2 dni wcześniej też mieliśmy taki wietrzny wieczór). Znowu tracimy sporo czasu na bankomat i wymianę walut. Robimy tylko spacer, widokowo jest bardzo fajnie:






Jedziemy nieco dalej, gdzie szukamy knajpki z jedzeniem. Tutaj każdy lokalny fast food nazywa się coffee shop, nie wiem dlaczego. Jedzenie jest w nich dobre i tanie, choć nie zawsze wnętrze jest zachęcające. To już kolejne miasteczko na wybrzeżu, gdzie w okolicy znajduje się pałac Sułtana:

Śpimy kilka kilometrów dalej w miasteczku Qantab z sporą plażą. Na chwilę przed zachodem słońca na plaży takie klimaty:


Mamy mieszkanko z airbnb po bardzo dobrej cenie. 2 pokoje i łazienka, a korytarzem jest wielki taras. To ten na górze zdjęcia:

Travel blog 2019
Travel blog 2019 Azores and Portugal

Vila Franca do CampoSete Cidades

Kolejnego dnia od rana piękne niebieskie niebo. Pogoda dziś ma myć najlepsza. Ale już wiem, że jest ona kapryśna i lokalnie może być zupełnie inna i bardzo szybko się zmienić.
Ernest znowu w nocy miał nieco wyższą gorączkę, ale rano jest lepiej. Jak będzie okazja odwiedzimy jakiegoś lekarza.
W planie na dziś Sete Cidades, czyli najdłuższa trasa na zachodni skraj wyspy. Pomiędzy Vila Franca do Campo, a Ponta Delgada jest praktycznie autostrada, jedzie się bardzo szybko. Omija się Ponta Delgada. Dalej pojawiają się małe górki, typowe dla obszarów aktywnych wulkanicznie:

Zanim dojeżdżamy pojawiają się pierwsze chmurki, ale tylko tutaj, być może z powodu większej wysokości:

Po drodze punkt widokowy Miradouro da Grota do Inferno. Jest znacznie zimniej niż na poziomie morza, choć nie ma dużej różnicy w wysokości.





Po drodze na parking jeziorko Lagoa do Canario:


Jedziemy dalej w dół kaldery:


Widoki bardzo jak w Nowej Zelandii. Cieszą oko jak cholera. Czysta sielanka:



Travel blog 2019
Travel blog 2019 Sri Lanka

Ellazielone okolice Ella

Następnego dnia wstajemy możliwie wcześnie (na szczęście śniadania nie podają bardzo wcześnie). To nasz widok z balkonu chwilę po wschodzie słońca:

Idziemy na pobliską górkę Little Admas Peak. To bardziej wzgórze niż góra, ale idzie się przez pola herbaty, a te o poranku wyglądają przyjemnie dla oka. Ella nie zachęca, ale wystarczy tylko lekko się oddalić i widoki wszystko rekompensują. Jestem bardziej niż zadowolony.






Pomiędzy plantacjami herbaty jest tu jakiś fajny resort (98 Acres Resort & Spa), a przy jego recepcji sklepik z lokalną herbatą:

W drodze powrotnej idziemy jeszcze raz na Nine Arch Bridge bo prawie po drodze:






Akurat trafiliśmy na przejeżdżający pociąg.

Blog from
Blog from New Zealand

New ZealandHaast Pass

Podobieństwa widoków z Europą nadal widzę, ale w Nowej Zelandii te widoki są niemal co krok i nawet przy krótkich przejazdach zmieniają się bardzo szybko i to czasem radykalnie.
Po noclegu w Queenstown, przez Wanakę i Haast Pass ruszyliśmy w stronę zachodniego wybrzeża. To kolejna górska trasa, pełna zakrętów i widokowych niespodzianek. Z Queenstown do Wanaki warto jechać krótszą, ale trudniejszą trasą: Crown Range Rd (wskazany mocniejszy samochód, przejazd kamperem może być ryzykowny). W Wanace zatrzymujemy się nad brzegiem jeziora na krótki posiłek:

Dalsza droga to już mniejsze różnice wysokości w pionie, da się jechać o wiele szybciej, ale droga ciągle jest kręta, przeciska się pomiędzy Jeziorami Wanaka i Hawea. Nigdy jeszcze nie czułem takiej frajdy z jazdy samochodem i nigdy nie miałem częściej uczucia zmarnowanych okazji do dobrych zdjęć:

Im bliżej zachodniego wybrzeża tym więcej drzew. Haast Pass przywitał nas deszczem, ale to dodało tylko dreszczyku mojemu zaangażowaniu w prowadzenie samochodu. Tutaj czas za kierownicą mija bardzo szybko:

Na wyspie południowej powszechne są wąskie mosty z jednym pasem ruchu. Ruch jest tam tak niewielki, że zwykle nie tylko nie ma tam zatorów, ale przez takie mosty mało kto przejeżdża z prędkością mniejszą niż 80km/h:

Po drodze zrobiliśmy kolejny treking szlakiem na kamienistą plażę którą według przewodnika powinny zamieszkiwać pingiwny. Pingiwnów nie było, ale i tak było warto jeszcze raz zanurzyć się w lokalny las deszczowy. To jeszcze skraj Fiordlandu, a las już wygląda nieco inaczej (przypomina mi przyrodę Parku Narodowego Great Otway w Australii):

W okolicach Fox Glacier mieliśmy przewidziany pierwszy nocleg pod namiotem. Pole namiotowe pozostawiało wiele do życzenia, nawierzchnia była błotnista. Postanowiliśmy nie tracić czasu i podjechaliśmy samochodem na parking gdzie zaczynał się szlak do czoła lodowca. Pomimo zbliżającego się zmroku uznaliśmy, że zdążymy wrócić zanim będzie ciemno. Co prawda po drodze zaczęło padać, ale dzięki temu znowu byliśmy jedynymi turystami i dzięki temu lodowiec podobał się nam jeszcze bardziej:

Padać już nie przestało i padało całą noc.

Travel blog
Travel blog Cape Town

KapsztadLions Head

Wróciliśmy do “domu” około 16:00. Odpocząłem, przebrałem się, uzupełniłem płyny i to na zapas, nieco po 17:00 ruszyłem na zachód słońca na Lions Head. Musiałem wychodzić w ukryciu, bo gdyby mały zobaczył też chciałby iść i byłby problem :) Na początku szlak idzie w górę bardzo łagodnie i ma szerokość autostrady. Widoki fajne, bo słońce jest już nisko. Camps Bay wygląda kusząco:

Szlak prowadzi na szczyt spiralą, dalej widzę fajne nabrzeże Sea Point, a to zliżenie na okolice Bantry Bay:

Idąc dalej mam fajny widok (już z góry) na Signal Hill:

I centrum biznesowe miasta. Ścieżka nadal jest przyjemna:

Widać cień Lions Head:

Chwilę później robi się fajniej i ciekawiej (choć na zdjęciu wygląda to groźniej niż w rzeczywistości):

W końcu wlazłem około 19:00. Zapas wody wypiłem gdzieś około ⅔ drogi, ale tu u góry jest już chłodniej i przyjemniej. By chronić się przed słońcem ubrałem taką całkiem przyzwoitą koszulę co niektórych na szlaku wyraźnie bawi. Miałem pewne obawy czy łazić po górach wieczorem, ale na szlaku były prawie tłumy. Widziałem nawet parę z na oko rocznym dzieckiem w nosidełku. To na szczycie, na zdjęciu oczywiście nie ja:

Posiedziałem na szczycie z 20-30 minut, nie czekałem aż słońce zajdzie, bo nie chcę wracać dalej zupełnie po ciemku (choć zabrałem latarkę). Nieco niżej powinienem mieć też niezłe widoki:

Już sporo niżej Camps Bay:

Widać w oddali zbliżające się chmury, to znak zmieniającej się pogody. Szkoda, że nie widać tego na zdjęciu (a filmu nie mam), ale struktura tych chmur była bardzo dynamiczna, było widać jak dosłownie pełzają po szczytach i zanikają osuwając się po zboczach:

Jeszcze z drugiej strony widok na centrum i szybko do domu. Zdążyłem spokojnie wrócić przed zmrokiem (szkoda, mogłem posiedzieć na górze dłużej):

Ten wieczorny wypad podobał mi się bardzo !! Być może z powodu dreszczyku emocji (bo przecież jest niebezpiecznie), ale z pewnością także z powodu widoków, unikalnego światła i przejrzystego powietrza. Taką wycieczkę zdecydowanie polecam !! Da się bezpiecznie zostawić samochód przed wejściem na szlak i po 2-2,5h jest się na dole (plus czas na kąpiel).

Travel blog
Travel blog Western Japan

OkayamaHiroshima

Wybraliśmy Okayamę na bazę do zwiedzania na 3 najbliższe dni ze względu na to, że zatrzymują się tu wszystkie Shinkanseny. Dzięki temu, że korzystamy z karnetu JR Sanyo Sanin możemy korzystać także z najszybszych Nozomi i Mizuho (nie pozwala na to Japan Rail Pass). Dojazd do Hiroshimy jest więc wyjątkowo szybki, nie musieliśmy nawet dopasowywać się do rozkładu jazdy. Z dworca dojeżdzamy tramwajem do Peace Memorial Park. Ernest dostaje wolną rękę do pobiegania.

Monika idzie do muzeum, ja zostaję z Ernestem. Tramwajem dojeżdżamy do stacji Yokagawa, gdzie przesiadamy się na lokalny pociąg do Miyajima-guchi, gdzie przesiadamy się na prom. Jest bardzo dużo lokalnych turystów, przypomina mi się, że dziś jest święto w Japonii: Culture Day, w internecie czytam, że to najbardziej pogodny dzień w roku i rzeczywiście mamy czyste niebo i piękne słońce.

Travel blog from our trip to Bali and Java
Travel blog from our trip to Bali and Java Indonesia

YogyakartaYogyakarta

Następnego dnia zwiedziliśmy jeszcze Kraton (średnio ciekawy) i pojechaliśmy autobusem do Borobudur:

Zwiedzanie Borobudur rozpocząłem od organizowanego przez hostel Lotus II, w którym się zatrzymaliśmy, wypadu na wschód słońca na pobliska górkę. Wyjazd około 4:30, więc trzeba było wstać wcześniej (i tak donośny głos muezzina z pobliskiego meczetu nie dawał się wyspać), ale myślę, że było warto:


Sama świątynia Borobudur to już zdecydowanie nie to, co Angkor. Turystów jest bardzo dużo, ale białych stosunkowo niewiele. Zdecydowanie warto rozpocząć zwiedzanie o 6:00 rano, a do 11:00 można się już wynudzić. Po zakupie biletu, przed wyjściem na teren świątyni, otrzymuje się gratisową kawę i herbatę oraz wypożycza się (obowiązkowo) sarong.

Dookoła widać przynajmniej dwa duże stożki wulkaniczne, a oto najniebezpieczniejszy z nich, Merapi (na kolejny dzień mamy w planie krótki treking w jego pobliżu):

Rano przy świątyni organizowane są buddyjskie medytacje, ale szczerze mówiąc nie bardzo wiem, co ten mnich robi (może transmisję online):

Jeszcze tego samego dnia mieliśmy w planie dotarcie do Kaliurangu u podnóży wulkanu Merapi. Powiedziano nam, że z Borobudur da się tam dojechać dwoma autobusami z przesiadką w miejscowości Tempel, tak by uniknąć powrotu do Yogyakarty. Pierwsza część podróży poszła bez problemu, jednak w Tempel nie było już ani dworca autobusowego, ani autobusów. Miejscowi oczywiście twierdzili, że autobusu nie ma i oferowali transport motorem lub taksówką. Ceny, które oferowali, nie były nawet wysokie, ale mieliśmy czas i uparliśmy się przy autobusie. Dopiero po około 30 minutach podszedł do mnie jakieś facet i powiedział, że autobusy są, ale nie jeżdżą często i w dodatku nieregularnie. Na szczęście, po kolejnych 15 minutach inny napotkany Jawajczyk powiedział nam, że i tak tam jedzie i chętnie nas podrzuci. Zapytany o kwestie finansowe powiedział, że mu obojętnie, ale będzie miło jak mu coś damy i mamy sami ustalić, ile chcemy. Daliśmy mu tyle, ile kosztowałby autobus, był zachwycony, a w zamian podrzucił nas pod sam hostel w Kaliurangu.
Po drodze opowiadał, że jedzie wymienić okna w jakimś domu, że jego szef ma też hostel w Yogyakarcie, no i w ogóle, że nie żyje się tam źle. Indonezyjczycy są rzeczywiście cały czas uśmiechnięci i zadowoleni z życia.
To pamiątka z tego przejazdu:

Travel blog Maui-Kauai 2018
Travel blog Maui-Kauai 2018 Hawaii

MauiHana Road

Następnego dnia planujemy sobie trasę dookoła wschodniej części wyspy (czyli wulkanu Haleakala). Pierwszy odcinek to droga do Hana, w lokalnych realiach droga ma charakter zabytkowy (pochodzi z początków XIXw) i jest jedną z głównych atrakcji wyspy. Po drodze setki zakrętów i kilkadziesiąt mostków (w większości wąskich co powoduje zatory). Jazda jest potwornie powolna, przejazd poniżej 100km zajmuje prawie 3h bez postojów.

Droga prowadzi przez najbardziej mokry obszar wyspy, roślinność jest bujna. Rzeczywiście co chwilę na zmianę pada i wychodzi słońce:


Pierwszy postój robimy w okolicy Ke‘Anae (płaski niewielki półwysep z historyczną zabudową). Zdecydowanie najczęściej widocznym samochodem jest Mustang:

Miały być sielankowe widoki, ale potwornie wieje i zaczyna bardziej padać:


Jeden z wielu mostków i wielu wodospadów. Nie robią specjalnie większego wrażenia, ale prawie przy każdym są zatory:

Docieramy do Waianapanapa State Park. Główna atrakcja tu to czarne plaże i dzikie fale. Wiatr wieje głównie od wschodu, ewentualnie północnego-wschodu (dlatego tu ciągle pada, bo masyw Haleakala powoduje wykraplanie wilgoci). Wieje tak bardzo, że w powietrzu unosi się zawiesina słonych kropli wody. Okulary i szyby samochodów szybko pokrywają się słonym osadem.





Jedziemy dalej. Po drodze 2 samochody wchłaniane przez przyrodę:

Dojeżdżamy do Hana, miasteczka na wschodnim skraju wyspy i... generalnie nic tu nie ma:

Największy sklep w mieście wygląda tak:

Kolejne 30-40min jazdy dalej za Hana jest jeszcze miejsce nazywane Seven Sacred Pools at Oheo, to część Parku Narodowego Haleakala (bilet wstępu na wulkan to 25usd za samochód, jest ważny 3dni, tutaj także trzeba go pokazać):

Większość turystów wraca z tego miejsca tę samą drogą. Da się objechać masyw Haleakala dookoła, ale po południowej stronie jest odcinek drogi o słabej kondycji na którym większość firm wypożyczających samochody (chyba wszystkie) nie pozwalają na przejazd (ubezpieczenie nie działa). My o tym nie wiedzieliśmy Google pokazuje, że powrót tą drogą jest jednak szybszy więc dylematów tym bardziej nie mamy.Problematyczny odcinek ma około 3km w linii prostej. Dramatu nie ma, ale swoim samochodem miałbym opory tam jechać, szczególnie z niskim zawieszeniem jak Camaro. Prowadził Andrzej i dał sobie świetnie radę.
Dalej droga jest komfortowa, a widoki fajne. W tym miejscu generalnie nie pada (z wyjątkiem dziś), nie ma już dzikiej roślinności, nie ma też drzew. Na horyzoncie, tam gdzie niebo jest jaśniejsze, widać jeszcze bardziej suchy obszar w okolicy Kihei i Wailea. W tych miejscach, gdzie jest sucho usytuowane są kurorty.


Ten odcinek drogi podobał mi się najbardziej. Szczególnie, że nie ma na nim turystów
Patrząc na mapę widać, że z drogi po południowej stronie Haleakala nie da się dojechać do Kihei choć w linii prostej aż się prosi. Jest tam spora różnica wysokości, ale nie taka by nie dało się wybudować drogi. W efekcie cała wschodnia część wyspy połączona jest z zachodnią tylko w jednym miejscu w Kahului w okolicach lotniska, gdzie oczywiście z tego powodu tworzą się zatory.
Jeszcze tego samego dnia jedziemy na zachód słońca w okolice Kihei i Wailea. Po drodze fajne zdjęcia masywu po zachodniej stronie Maui:

Centralna część wyspy jest płaska i najbardziej zurbanizowana. Wailea to kurorty. Pogoda jest tu przyjazna, żadnego wiatru:

Alejkami pomiędzy idealnie przystrzyżonymi trawnikami spacerują wystrojone party. Sielanka.
Średnia wieku to około 50-60lat, choć zdarzają się pary poniżej 30tki. Hotele przy tym nabrzeżu to koszty rzędu 500-800usd za noc.


Z tej plaży podobno często widać wieloryby. My ich nie widzimy. Wracamy do naszej części wyspy, gdzie oczywiście mocno wieje.

Seoul South Korea
37°33'N 126°59'E
Bled Ljubliana Slovenia
46°7'N 15°3'E
Ireland Eastern region
52°43'N 7°56'W
Fiordland New Zealand
45°17'S 167°36'E
London 2009 United Kingdom
51°31'N 0°7'W
Essex United Kingdom
51°38'N 0°21'E
Tallin Estonia
59°22'N 24°42'E
Styria Salzburg Tyrol Austria
47°17'N 13°1'E
Ko Chang Thailand
12°5'N 102°18'E
Yucatan Quintana Roo Mexico
20°37'N 87°5'W
Kauai Hawaii US
22°5'N 159°31'W
National Parks Tanzania
3°8'S 35°33'E
Sao Miguel Azores
37°48'N 25°41'W
Angkor Cambodia
13°27'N 103°53'E
Petra & Wadi Rum Jordan
29°21'N 35°21'E
Israel Israel
32°1'N 34°53'E
Fukuoka Kyushu Japan
33°19'N 130°26'E
Sydney Australia
33°51'S 151°13'E
Mexico City Mexico
19°35'N 99°4'W
Cape Town South Africa
33°59'S 18°27'E
Montenegro Montenegro
42°43'N 19°27'E
Stockholm Sweden
59°20'N 18°4'E
Mostar Bosnia and Herzegovina
43°57'N 17°52'E
Monaco Monaco
43°44'N 7°25'E
Yucatan Merida Campeche Mexico
20°55'N 89°52'W
Alice Springs Australia
23°41'S 133°53'E
Cambodia Cambodia
11°12'N 104°37'E
San Francisco United States
37°47'N 122°27'W
Canaima Wenezuela
5°27'N 61°57'W
Bangkok 2014 Thailand
13°45'N 100°30'E
Praga Moravy Czechia
49°53'N 14°43'E
La Paz region Boliwia
16°30'S 68°4'W
Sri Lanka Sri Lanka
7°9'N 80°40'E
Dubrovnik Croatia
42°40'N 18°4'E
Milano Italy
45°43'N 9°25'E
Genua Italy
44°24'N 8°56'E
Maui Hawaii US
20°44'N 156°17'W
Bangkok 2005 Thailand
13°45'N 100°30'E
Cracov Poland
50°3'N 19°57'E
Pomorze Poland
54°21'N 18°39'E
Bilbao Spain
43°17'N 2°55'W
Berlin Germany
52°31'N 13°24'E
Los Angeles United States
33°56'N 118°19'W
Copenhagen Odesne Billund Denmark
56°17'N 10°45'E
Valencia Alicante Spain
38°49'N 0°14'W
Wahiba Sands Oman
21°57'N 58°44'E
Porto Portugal
41°9'N 8°37'W
Taipei Taiwan
25°2'N 121°32'E
Athens Greece
37°58'N 23°44'E
Manila Philippines
14°36'N 120°59'E
Dubai UAE
25°24'N 55°26'E
Strasburg France
48°35'N 4°28'E
Istanbul Turkey
41°1'N 28°59'E
Helsinki Finland
60°15'N 24°56'E
Doha Qatar
25°17'N 51°27'E
Tikal Guatemala
17°18'N 89°33'W
Vientian Laos
17°56'N 102°38'E
Palawan Philippines
9°55'N 118°44'E
Niderlands Niderlands
51°54'N 5°16'E
Al Hajar Oman
23°25'N 56°59'E
Shanghai China
31°13'N 121°28'E
Melbourne Australia
37°49'S 144°58'E
Chugoku region Japan
34°53'N 132°55'E
Kuala Lumpur Malaysia
3°9'N 101°42'E
Florida Keys United States
24°33'N 81°48'W
Miami United States
25°50'N 80°14'W
Garden Route South Africa
33°56'S 23°34'E
Dalmatia Croatia
43°31'N 16°11'E
North Island New Zealand
37°39'S 175°45'E
Bergen Norway
60°23'N 5°20'E
Madrid Spain
40°25'N 3°42'W
Cuzco region Peru
13°10'S 72°32'W
Titicaca region Peru
15°18'S 70°8'W
New York United States
40°46'N 73°59'W
Muscat Oman
23°37'N 58°36'E
Antigua Guatemala
14°34'N 90°44'W
HongKong 2014 Hong Kong
22°27'N 114°20'E
South Island New Zealand
42°10'S 172°24'E
Ciudad Bolivar Henri Pittier Wenezuela
10°28'N 67°19'W
AbuDhabi UAE
24°28'N 54°20'E
Astana Kazachstan
51°10'N 71°26'E
Arequipa region Peru
16°15'S 72°13'W
Riga Latvia
56°57'N 24°7'E
Tokyo Kanto Japan
36°15'N 139°55'E
Rome Italy
41°53'N 12°30'E
Hamburg Rostock Germany
53°32'N 9°59'E
East Switzerland
47°25'N 8°41'E
Great Ocean Road Autralia
38°37'S 143°1'E
South Germany
48°51'N 10°10'E
Warsaw Poland
52°14'N 21°3'E
Istria Croatia
44°53'N 13°58'E
Bali Indonezja
8°28'S 115°18'E
Torino Italy
45°22'N 7°35'E
Northern Ireland United Kingdom
54°41'N 6°13'W
Amman & North Jordan
31°34'N 36°25'E
Sycylia Italy
37°57'N 14°53'E
Lisbon Portugal
38°43'N 9°8'W
Nord Thailand Thailand
19°30'N 99°11'E
Barcelona Spain
41°24'N 2°12'E
Malta Malta
35°53'N 14°27'E
Macau Macau
22°7'N 113°33'E
Zanzibar Tanzania
5°51'S 39°21'E
Takamatsu Shikoku Japan
33°31'N 133°23'E
Uluru Australia
25°21'S 131°2'E
Phuket region Thailand
7°45'N 98°47'E
Atacama region Boliwia
22°29'S 67°42'W
Singapore 2013 Singapore
1°17'N 103°51'E
Java Indonezja
7°16'S 109°41'E
Peloponnese Greece
37°27'N 22°14'E
Lima region Peru
12°3'S 76°59'W
Karaganda Kazachstan
49°47'N 73°8'E
Cameroon Cameroon
3°57'N 12°40'E
Luang Prabang Laos
19°55'N 102°9'E
Kansai region 2012 Japan
34°51'N 135°59'E
London 2018 United Kingdom
51°31'N 0°7'W
Kansai region 2015 Japan
34°44'N 135°17'E
Blue Mountains Australia
33°42'S 150°16'E